wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 2

*Oczami Rose

Wstałam z mojego łóżka i podeszłam do szafy. Gdy wyjmowałam dresy przypomniało mi się, że dzisiaj ktoś tam ma do nas przyjść. Po prostu koszmar. Nienawidzę znajomych taty. Zatem zamiast dresów wyjęłam jeansy i ulubioną koszulkę z nadrukiem. Następnie poszłam do łazienki i zrobiłam sobie makijaż. Po tej czynności zeszłam na dół. Moja siostra była w kuchni, tam też się zatem udałam, po drodze spotkałam mamę, która strasznie się szykowała, a tata wybierał krawat. W końcu jednak do tarłam do pomieszczenia, w którym znajdowała się Camille. Była już gotowa.
Mój strój
Strój mojej siostry
Miała na sobie piękną jasno różową sukienkę i baleriny, tak sądziłam, że założy sukienkę. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Jak się spało? - zapytałam.
-Dobrze, ale i tak jestem nie wyspana, a Tobie? Chcesz kawy?
-Tak, jeśli możesz. Cóż też nie najgorzej. Z tym, że nie mam najmniejszej ochoty zabawiać dzieci tego całego kolegi taty - rzekłam i usiadłam na krześle.
-Mi też nie, ale mamy jakiś wybór? - powiedziała i nie czekając na moją odpowiedz powiedziała. - Oczywiście, że nie mamy - teraz umilkła na dobre, podała mi kawę, a następnie usiadła obok, uśmiechnęła się. Odwzajemniłam jej gest i wypiłam kawę.
-O której mają przyjechać?
-Cóż... O jakiejś trzynastej.
-A która jest?
-Dwunasta czterdzieści pięć.
Pokiwałam głową, a następnie wstałam i włożyłam kubek do zlewu.
-Nic nie zjesz? - zapytała mnie mama, która właśnie weszła do kuchni.
-Nie, nie jestem głodna... Zresztą chyba coś będzie do jedzenia później...
-Jak chcesz - odpowiedziała już trochę oschlej. Zawsze tak mówiła jak jej coś nie pasowało. Cała ona. Wyszłam z Camille z kuchni i poszłyśmy do salonu, gdzie tata z kimś zawzięcie dyskutował przez telefon. Nie zwracając na niego uwagi usiadłyśmy na kanapie. Nagle tata skończył rozmawiać przez telefon i poszedł w kierunku drzwi, z siostra spojrzałyśmy się na siebie, po czym wstałyśmy z kanapy i podeszłyśmy do stołu specjalnie uszykowanego na tą okazję przybycia gości. Tata wszedł z jakimś facetem, jego żoną, synem i córką. O dziwo, chłopak wydawał się być w naszym wieku, a jego siostra trochę starsza od niego. Po chwili nasza mama pojawiła się za nami i sztucznie uśmiechała, tak zwanie przeze mnie i przez moją siostrę udawanie idealnej rodziny.
-Moje drogie - zaczął tata. - Poznajcie proszę Desmond'a Styles'a, jego żonę Anne Cox, córkę
Gemmę i syna Harrego.
-Cześć - powiedziałam szybko, po czym się uśmiechnęłam. - Jestem Rose, a to moja siostra Camille.
Dorośli przestali na nas zwracać uwagę, usiedli do stołu i zaczęli o czymś gadać.
-Ładnie mieszkacie - powiedziała Gemma.
-Dzięki, mama urządzała. Ma wyśmienity gust - odpowiedziała moja siostra, choć i tak wiem, że twierdzi inaczej, ale widać dziewczynie to nie przeszkadzało, więc Camille usiadła z nią na kanapie.
-Długo tu mieszkacie? - zapytałam chłopaka, który chyba nie był za bardzo zadowolony, że tu jest.
-Od pół roku, a bo co? - odpowiedział tak, jakby nie podobało mu się, że w ogóle cokolwiek powiedziałam.
-Tak się pytam z ciekawości. A co? Nie można?
Spojrzał się na mnie tak jakby sądził, że nie potrafię odpysknąć.
-Można, ale...
-Ale co? - zapytałam wyraźnie rozbawiona jego bezradnością.
-Nic. Nie ważne. Koniec tematu.
Ramzes
Uśmiechnęłam się po czym podeszłam razem z nim do dziewczyn gadających na kanapie. Ja usiadłam na fotelu, Harry natomiast na kanapie obok swojej siostry, która nie zwróciła na to najmniejszej uwagi, natomiast on zaczął mnie bacznie obserwować, czym za bardzo się nie zainteresowałam. Na kolana wskoczył mi Ramzes. Uwielbiam tego kota, zawsze przychodzi w najbardziej odpowiednim momencie. Spojrzał się na chłopaka, który nadal mi się przyglądał, Ramzes miauknął na niego i machnął ogonem, co mnie trochę rozśmieszyło. Po chwili do pokoju weszły Sahara i Cece. Spojrzały się na gości, a następnie wskoczyły na fotel, na którym siedziałam. Harry uśmiechnął się,                                                    
Sahara
widać rozbawiony, spojrzałam na niego pytająco.
-Nie, nic... - odpowiedział nadal się śmiejąc. Saharze widać nie spodobało się jego zachowanie więc podeszła do chłopaka i udrapała go, na co tym razem to ja się roześmiałam.
-Ej! To nie było śmieszne! - wydarł się na mnie, spojrzałam się na niego na chwilę, po czym odwróciłam wzrok w stronę rodziców. Widać dyskusja tak ich wciągnęła, że przestali zwracać całkowicie na nas uwagę.
Cece
-A jak dla mnie to było bardzo śmieszne - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Niby co widzisz w tym śmiesznego? Że Twój głupi kot mnie podrapał? Bardzo śmieszne, naprawdę...
W tym momencie wstałam i podeszłam do chłopaka, moja siostra spojrzała, co robię, ale po chwili znowu powróciła do rozmowy z siostrą tego chłoptasia.
-Po pierwsze mój kot nie jest głupi, tylko bardzo mądry. Po drugie jeśli za chwilę nie przeprosisz Sahary, to wylądujesz w szpitalu. Zrozumiano? - zapytałam Stylesa.
-Rose, nie przesadzasz trochę? - zapytała mnie moja siostra.
-Nie dlaczego tak twierdzisz?
-Ja rozumiem, że nienawidzisz kiedy ktoś obraża Twoje koty, ale to nie jest jeszcze powód żeby kogoś pobić... A tak poza tym to Sahara się chyba nie gniewa...
Spojrzałam na nią bystro i chwilę się zastanowiłam.
-No dobra... Może i masz rację - odpowiedziałam ze zrezygnowaniem i usiadłam na swoim miejscu.Spojrzałam się na chłopaka i jeszcze dodałam. - Przepraszam za moje zachowanie, ale niky mnie nie nauczył - rzekłam i uśmiechnęłam się chamsko.
-A od czego ma się matkę? Hmm..?
-A skąd mam to wiedzieć? Moja cały dzień siedzi w firmie i praktycznie nie ma jej w domu - chłopak w odpowiedzi zaśmiał się kpiąco.

*18 godzina

Znajomi rodziców zaczęli się zbierać, moja siostra wymieniła się numerem z Gemmą, natomiast ja stałam oparta o futrynę drzwi i patrzyłam jak Harry zakłada kurtkę. Gdy to zrobił podszedł do mnie, co za bardzo mnie nie ucieszyło.
-Wyjdziesz ze mną na chwilę na dwór?
Spojrzałam na niego trochę zdziwiona tą propozycją.
-To co? Będziesz się tak na mnie gapić czy mi odpowiesz?
-No dobrze- odpowiedziałam nie pewnie, po czym wzięłam z wieszaka bluzę i wyszłam z chłopakiem. Założyłam bluzę i ją zapięłam, na dworze na serio jest strasznie zimno, mogłam wziąć cieplejszą bluzę, no ale już nie ważne. Ustałam na przeciwko chłopaka i spojrzałam na niego wyczekująco. Natomiast on patrzył mi prosto w oczy i uśmiechał się.
-No okej... To co chciałeś?
-Twój numer - powiedział i uśmiechnął się cwaniacko.
-Mój numer? - powtórzyłam pytając. W odpowiedzi kiwną głową. - Gdzie masz telefon?
-W kieszeni kurtki, a co?
Nie odpowiedziałam mu tylko wyjęłam jego telefon i odblokowałam go, swoją drogą miał bardzo proste hasło. Wpisałam swój numer i oddałam mu jego własność.
-To wszystko?
-Jak na razie... - no i znowu się uśmiechnął, choć muszę przyznać, że ma ładny uśmiech. Z domu wyszli jego rodzice i siostra, rzecz jasna moja rodzinka również.
-No to hej - powiedziałam i pomachałam chłopakowi.
-Hej - odpowiedział, po czym szybko mnie przytulił, podszedł do samochodu, pomachał mi i wsiadł do środka.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Okej jest drugi rozdział :) Sorry, że tak długo, ale nie miałam weny :P Mam nadzieję, że się podoba i liczę na komentarze :) 
Wesołych Świąt i Wesołego Nowego Roku :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz