![]() |
| Mój strój |
-Proszę!
Weszłam do pokoju i zobaczyłam moja kochaną siostrzyczkę.
-Jak się spało? - zapytałam uśmiechając się.
-Dobrze, do momentu kiedy mnie obudziłaś.
-Przepraszam, ale musimy się szykować do pracy - odpowiedziałam z dziwnym spokojem.
-Która jest godzina? - zapytała mnie nadal leżąc w łóżku.
![]() |
| Strój mojej siostry |
-A papiery wzięłaś? - zapytałam.
Siostra spojrzała na mnie, a następnie podeszła do szafki i spakowała to o czym zapomniała. Wyszłam z jej pokoju, moja siostra uczyniła to samo. Zeszłyśmy na dół i poszłyśmy do kuchni. Rodziców nie było w domu, w sumie jak zawsze. Zrobiłam sobie i Camille tacos oraz herbatę. Obie zjadłyśmy szybko śniadanie i wyszłyśmy z domu, miałyśmy spory kawałek do pracy. Gdy doszłyśmy, weszłyśmy do kawiarnio-piekarni i poszłyśmy na zaplecze zdjąć kurtki,gdy to zrobiłyśmy, Camille poszła na stronę piekarni, gdzie czekała już na nią Gwendolyn. A ja poszłam na swoją połowę, gdzie była już Eleanor.
-Hej, Rose - przywitała się ze mną jak zwykle, czyli dała mi buziaka i mnie przytuliła.
-Hej, Eleanor - również się przywitałam. - Dużo dzisiaj klientów?
-Trochę, ale nie wiadomo jak dużych tłumów nie ma.
-A jakiś przystojniak może przyszedł? - zapytałam siadając na blacie, a następnie się roześmiałam.
-Nie widziałam żadnego, który mógłby Ci się spodobać - odpowiedziała mi z uśmiechem, a następnie poszła do stolika, do którego usiadła nowa klientka. El jest świetną pracownica, ale też i przyjaciółką. Znam ją od dzieciństwa.Mimo trzy letniej różnicy wieku zachowujemy się tak samo, i to jest fajne.
-Oto zamówienie - powiedziała moja przyjaciółka, podając mi kartkę z zamówieniem, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Chwilę później klientka miała już swoje zamówienie, podając jej to co zamówiła uśmiechnęłam się.
*Oczami Camille
Uwielbiam moją pracę choć czasem jest ciężka. Codziennie rano idę do niej i codziennie widzę Gwendolyn. Nie jesteśmy przyjaciółkami, ale ją lubię.-Jak tam Camille? - zapytała mnie.
-Może być - odpowiedziałam, po czym się uśmiechnęłam i dodałam. - A co u Ciebie?
-Też w porządku, a co u siostry?
-Chyba też w porządku - odpowiedziałam, a następnie podeszłam do lady. - Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytałam starszą panią.
-Dzień dobry, czy mogłabym kupić jakieś ciasto?
-Oczywiście - odpowiedziałam, po czym podeszłam do szafki z ciastem. - Jakie mam spakować?
-O te - odpowiedziała mi staruszka wskazując na sernik. Ukroiłam taki kawałek jaki chciała, a następnie spakowałam do pojemnika.
-Proszę bardzo - powiedziałam uśmiechając się do starszej pani podając pojemnik z ciastem.
-Ile płacę?
-Pięć złotych - odpowiedziałam, a staruszka podała mi daną kwotę.
-Dziękuję.
-Proszę bardzo - odpowiedziałam i znowu się uśmiechnęłam, a staruszka zrobiła to samo. - Do widzenia!
-Do widzenia - odpowiedziała.
Odeszłam od kasy i skierowałam się w stronę połowy, w której znajdowała się kawiarnia mojej siostry, to znaczy pracowała tam, a piekarnia i kawiarnia należały do naszych rodziców, którzy tylko płacili za nie czynsz. Gdy podeszłam do lady moja siostra automatycznie do mnie podeszła.
-Jak tam praca? - zapytała i uśmiechnęła się, po czym dodała. - Napijesz się czegoś?
-Jeśli możesz to zrób mi kawę - odpowiedziałam z uśmiechem. - I zrób sobie przerwę to przyniosę ciasto - powiedziałam, a po chwili byłam znowu z powrotem na połowie mojej siostry z ciastem i siadałam na krześle, po chwili moja siostra usiadła obok mnie i podała mi kawę, uśmiechnęłam się, a ona zrobiła to samo. Wypiła szybko kawę i zjadła ciasto, chwilę ze mną posiedziała i poszła. Nietypowe zachowanie jak na nią, ale jest w pracy i bardzo się stara, ja również dokończyłam mój lunch i wróciłam do swoich obowiązków.
*Oczami Rose
To miło ze strony Camille, że chciała ze mną zjeść, ale dzisiaj mam dużo do roboty. Do mojej kawiarni przychodzi dzisiaj masa ludzi i nie mam czasu na dłuższe przerwy. Cały czas muszę podchodzić do stolików i podawać zamówienia, a El musi cały czas je przyjmować. To strasznie męczące. Ale tak praca.
*Trzy godziny później
Na szczęście o piętnastej godzinie nie ma już tak dużo ludzi i mogę z Eleanor spokojnie porozmawiać, choć czasem wolimy napić się razem kawy i posiedzieć cicho. I dzisiaj tak właśnie jest. Pijemy sobie spokojnie kawę i siedzimy w ciszy, ale nam to nie przeszkadza.
-Cóż... Chyba nic. Coś się stało?
-Nie, ale pomyślałam, że może byśmy gdzieś wyskoczyły... Oczywiście jeśli masz czas.
-Dla Ciebie zawsze - odpowiedziałam z uśmiechem. - A gdzie masz ochotę wyskoczyć? - zapytałam dając rachunek jakiejś parze.
-Sama nie wiem. Może do tego nowego klubu?
-Jak dla mnie spoko - odpowiedziałam z uśmiechem. - Ale dzisiaj kończymy o osiemnastej, a jest dopiero piętnasta - odpowiedziałam, a następnie poszłam do mojej siostry. - Idę dzisiaj z El do klubu, jakby coś.
-Okej - odpowiedziała z uśmiechem. - A ja dzisiaj idę z Gwen na miasto.
-Spoko, to idę do Elki - odpowiedziałam, a następnie pomachałam mojej siostrze.
Wróciłam do swojej przyjaciółki, która jak zwykle się uśmiechała. Rozumiała mnie nawet jeśli nic nie mówiłam, tak jak moja siostra. Tylko na nie dwie mogę liczyć. Bo na rodziców nie za bardzo. Zawsze są w pracy i za bardzo nie obchodzi ich co robimy w danym momencie, nie powiem, że jest to nie fajne, no bo mogę z siostrą robić to co chcę, ale czasem chciałabym też mieć rodziców i sądzę, że moja siostra myśli to samo. No, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Westchnęłam cicho, ale Eleanor i tak to usłyszała. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-O co chodzi? - zapytała z troską w głosie.
-Nic, tylko znowu myślałam jak by było gdyby moi rodzice tyle nie pracowali.
-Rozumiem, nigdy nie mają na nic czasu. Ja tak miałam z ojcem, a dalej już wiesz...
-Tak wiem. Zginął w wypadku jadąc do pracy... I teraz wychowuje Cię tylko mama. No, ale chociaż masz jednego z rodziców, którzy się Tobą interesują.
-Może... Ale jestem pewna, że Twoi rodzice się Tobą interesują, tylko może tego tak nie okazują...
-Pewnie masz rację, ale to już nie ważne. To jak idziemy sobie coś kupić na imprezę?
-Jasne - odpowiedziała mi El, po czym poszłam pożegnać się z siostrą i Gwen, a następnie wyszłam z Eleanor z kawiarni. Skierowałyśmy się do naszego ulubionego sklepu i zaczęłyśmy patrze na jakieś sukienki. Szczerze powiedziawszy nie przepadam za sukienkami, wolę spodnie. No, ale na imprezę nie pójdę przecież w dresach. Natomiast El uwielbia sukienki, praktycznie codziennie przychodzi w nich do pracy, a ja praktycznie codziennie zastanawiam się, ile ona ich ma, ale nigdy o to jej nie pytam.
-Co powiesz o tej? - zapytała mnie, a następnie pokazała mi granatową sukienkę. Była nawet ładna.
-Umm... Może być - odpowiedziałam, a El posmutniała. - Po co mnie o to pytasz skoro wiesz, że nie jestem dobra w ocenianiu sukienek?
-Bo jesteś moją przyjaciółką. I twierdzę, że masz dobry gust i powiesz mi prawdę, co o niej mylisz - odpowiedziała z kamienną miną.
-No dobrze. Uważam, że będziesz w niej ślicznie wyglądać, zresztą tak jak zawsze.
-Dzięki, a Ty coś już wypatrzyłaś?
-Może ta czarna? - zapytałam pokazując jej wybraną sukienkę, wzięła ją do rąk i bacznie badała przez dobre dziesięć minut.
-Jest idealna - uśmiechnęłam się na te słowa, bo Eleanor była specjalistką w dziedzinie sukienek. - Oczywiście dla Ciebie, bo ja nie gustuję w takich kolorach - pokiwałam głową, w sumie to prawda. El lubi kolorowe ubrania. Tylko raz widziałam ją przez tydzień w ciemnych ciuchach, kiedy jej tata zmarł. Natomiast mi było dobrze w czarnych ubraniach. Zapłaciłyśmy za sukienki i poszłyśmy do mnie do domu. Jak zwykle nikogo w nim nie zastałam, oprócz moich siedmiu kotów. Nalałam im mleka i poszłam z El na górę, przebrałyśmy się i umalowałyśmy. Eleanor otworzyła moją szafę i zaczęła przeglądać ciuchy, a ja zeszłam na dół po picie, a następnie znowu weszłam do mojego pokoju. Suzi przyglądała się Elce, natomiast ja postawiłam napoje na stole i usiadłam obok mojej kotki i zaczęłam ją głaskać, co oczywiście poskutkowało tym, że zaczęła mruczeć. Moja przyjaciółka jeszcze długo badała moją szafę, a po dwóch godzinach wyszłyśmy z domu i poszłyśmy do baru. Było w nim sporo osób, jak to w piątek. Podeszłyśmy do baru i zamówiłyśmy jakieś drinki.
-No to jak, Rose? Będziemy tylko siedzieć i pić? Czy pójdziemy potańczyć? - uśmiechnęłam się do Eleanor, po czym wstałam i poszłam z nią na parkiet.
-El, jesteś szalona, wiesz o tym?
-Oczywiście, że tak. A Ty jesteś moją przyjaciółką, co wskazuje na to, że jesteś zwariowana.
-Może... Ale tak to już bywa. Twoja mama nie zabrania Ci już ze mną spotykać?
-Nie. Stwierdziła, iż masz na mnie dobry wpływ - odpowiedziała, a następnie wróciłyśmy do baru.
Gadałyśmy jeszcze chwilę przy barze, a później poszłyśmy na kanapy. Szczerze powiedziawszy lubiłam wypady na miasto z Elką, zawsze jest ciekawie. Na przykład ostatnio El pokłóciła się z jakimś gościem w sklepie, no i teraz mamy zakaz wchodzenia do jego sklepu. No, ale mi to nie przeszkadza, tak jak i jej. Jestem tylko ciekawa co tym razem odwali.

*Godzinę później
Wyszłyśmy z Eleanor z klubu i zaczęłyśmy wracać do swoich domów. Po paru minutach gadania doszłyśmy do domu El, pożegnałyśmy się i zaczęłam iść w kierunku mojego domu. Nie lubiłam sama wracać wieczorem, ale nie narzekam. Miałam chociaż czas spokojnie pomyśleć. Szłam powoli, a jacyś zupełnie obcy ludzie mnie mijali, w sumie to byłam ciekawa co to za ludzie. Lubiłam poznawać ludzi, żadna osoba nie jest taka sama i to chyba dlatego. Weszłam do domu. Moja siostra siedziała w salonie i piła herbatę, usiadłam obok niej i ją przytuliłam.
-Jak było na imprezie? - zapytała mnie Camille.
-Fajnie, a jak było na zakupach z Gwen?
-Tak sobie, ale chociaż kupiłam sobie dwie bluzki.
-Pokażesz później, a rodzice już wrócili?
-Nie, ale dzwonili i powiedzieli, że jakiś tam kolega taty przyjdzie jutro z rodziną i mamy nigdzie nie wychodzić.
-No to się będziemy nudzić... - powiedziałam i obie się roześmiałyśmy.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okej, jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że będzie się podobać :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz